#TEST – Renault Captur RED…

#TEST – Renault Captur RED EDITION 130 TCe – Crossover tylko do miasta
Ten test zaczął się nie za dobrze i jest to trochę moja wina, bo przesiadłem się do Captura prosto z Kadjara. Może, gdybym zaczął od mniejszego modelu to wrażenia byłyby inne, ale za to Captur miał wysoko postawioną poprzeczkę i pod niektórymi względami sprostał zadaniu. Tam gdzie mnie zawiódł, a raczej rozczarował pojawia się efekt “było lepiej w Kadjarze”, ale z drugiej strony towarzyszy mi “w Clio było tak i tak”. W przypadku Captura trafiłem między ramiona droższego Kadjara i tańszego Clio, więc pewne aspekty oceny trzeba było wyśrodkować, bo przecież auto ma ściśle wyznaczone przeznaczenie. O co konkretnie chodzi? Już tłumaczę…

Z zewnątrz – odważny kosmita

Patrząc na Captura można mieć mieszane uczucia, ale nie dlatego, że jest brzydki. Tego akurat nie można mu zarzucić, bo auto wpisuje się w obecny design Renault i choć zaprezentowano już nowszą generację to ta wygląda młodo. Chodzi jednak o jego ogólną myśl designerską. To ten typ auta, który albo się podoba albo nie. Auto jest trochę futurystyczne i wychodzi do przodu, dlatego nie powinno szybko się starzeć. Jednak sam kształt samochodu jest trochę odważny i ze statkiem UFO można go pomylić. W środku dużo kolorowych wstawek, okrągłe wloty powietrza zakończone kontrastowym czerwonym kolorem – to design dla młodych ludzi, bardzo kontrastowy. Może to kwestia wersji RED EDITION, że jest dużo rzucających się w oczy elementów, a może pomysł na auto. Nie mogę powiedzieć, że auto jest wizualnie brzydkie, ale na całe szczęście Captur na rok 2020 idzie w stronę Kadjara i jest bardziej stonowany – za to duży plus dla Renault!

Wnętrze – ciasne, ale własne

Chyba słowa z nagłówka idealnie opisują to auto w środku i tutaj niestety muszę ponarzekać. Dlaczego? Bo za dużo Clio jest we wnętrzu i ja wiem, że to auta na tej samej płycie podłogowej i nie da się jej naciągnąć o 2 metry, ale zagospodarowanie przestrzeni wypada gorzej niż w miejskim odpowiedniku. Tu nie chodzi o możliwość leżenia na tylnej kanapie przy maksymalnie odsuniętym fotelu, żeby podróżowało tym autem 5 osób o wzroście powyżej 2 metrów, a do bagażnika wchodziło 500 kg ziemniaków (swoją drogą dobry pomysł na test). Tu chodzi o odpowiednią przestrzeń do podróżowania.

Ergonomia

Przejechałem Capturem prawie 800 km w trasie i nie wspomninam tego dobrze. Przy moim wzroście 176 cm nie czułem się wygodnie za kierownicą. Środkowa część kokpitu była tak skonstruowana, że mając wyciśnięty pedał gazu moje kolano musiało spoczywać na twardym plastiku. Totalne przeciwieństwo Kadjara, bo tam miejsca było na tyle, że mogłem przybierać dowolną pozycję. Uchyt na napoje to nieporozumienie. Są dwa miejsca, ale nie ma co się cieszyć, dostępne jest tylko jedno, to bliżej dźwigni zmiany biegów, bo to drugie, umieszczone pod podłokietnikiem jest tak głęboko, że albo wyciągasz butelke z pierwszego uchytu albo sięgasz od tyłu. W czasie jazdy pozycja obu cup holderów jest zbyt niska i ciężko trafić kubkiem z kawą.

Jeśli podróżujecie w dwie osoby to nie ma co się rozpychać, przy większych gabarytach będziecie bardzo blisko siebie. Z tyłu jest miejsca akurat, ale jeśli 2-metrowiec siądzie z przodu to pasażer z tyłu gniecie sobie nogi. Ale dobrze słyszeliście, 2-metrowiec wejdzie do auta, ma miejsce nad głową i nie potrzebuje regulacji fotela – tyle tylko, że w długą trasę nie pojedzie, bo zesztywnieje.

Jednak pochwalić Renault muszę za bagażnik, bo o dziwo choć jest mniejszy niż ten w Kadjarze jest bardziej funkcjonalny. Jako, że podróżuje ze mną plecak z aparatem fotograficznym, a oba auta miały ruchomą podłogę bagażnika, więc dobrym testem było wsadzenie plecaka do dolnej części. I tutaj zdziwienie – w Kadjarze jak wsadziłem plecak to pokrywa się nie zamykała, była ruchoma, chwiała się i dosyć sporo odstawała; w Capturze nie dość, że tak bez problemu weszło to jeszcze kilka cm zapasu było. Ogólnie w Capturze dolna część bagażnika ma więcej zastosowań przez swoją wysokość niż ta w Kadjarze.

Jazda – nie za szybko, ale oszczędnie

Tutaj powinniśmy oddzielić kwestię jazdy w trasie i po mieście, bo auto ma całkowicie różne oblicza.

Trasa
Jazda w trasie tym autem nie należy do najlepszych doznań w moim życiu. Limit akceptowalnej głośności kończy się na prędkości 130 km/h i do tej prędkości auto prowadzi się wręcz bardzo stabilnie. Później jest loteria, ale to bardziej wynika z niskiej masy i dosyć wysokiego środka ciężkości, bo to crossover. Auto jest w stanie pojechać nawet ponad dozwolone w Polsce prędkości, ale to nie jest jego żywioł i nie warto próbować.

Spalanie zależy od stylu jazdy i drogi, ale cykl mieszany (70% autostrada i 30% miasto) + korki to około 6,5 litra. Przy jeździe autostradzie z prędkościami 110-130 km/h udało się osiągnąć spalanie 5,3 litra. Wynik bardzo dobry i za to należy się pochwała dla Renault.
Czytaj dalszą część testu…[KLIK]

#wokolmotoryzacji #test #renault #captur #samochody #motoryzacja #mechanikasamochodowa #ciekawostki #rozrywka #zainteresowania